pldaenfrdeuk

 


 piątek 27 listopada 2020r.   imieniny: Dominik, Oda, Wirgiliusz

Reklama

A A A
Image
Himalaya Expedition
Witamy, dziś mija nasz trzeci i ostatni dzień w Kathmandu przed lotem do Lukli (nie lubimy latać do Lukli, oj nie lubimy... ciągle mamy w pamięci lot sprzed dwóch lat i pas startowy długości ok. 300 metrów...). Zanim jednak rozpoczniemy karawane to najpierw kilka słów o samym pobycie w stolicy Nepalu...

Kathamandu nas nie rozczarowało i po dwóch latach przerwy znów poczuliśmy się tu jak w domu. To miasto tętni życiem, a Azja na każdym kroku miesza sie z Europą. Z jednej strony bród, głód, smród i hałas, a z drugiej wyborne jedzenie (szczególnie dla Jarka, który nie jada mięsa), a konkretnie pyszne pierożki momo, czy ulubiony przez mnie chowmein. Pozwoliliśmy sobie nawet na wzniesienie toastu zaraz po przylocie piwem marki Everest (jakżeby inaczej!) dostępnym chyba tylko w Nepalu.

REKLAMA

Śpimy w hoteliku gdzie pokój kosztuje 7 dolarów, więc nie jest to może najniższy standard (za 3-5 dolarów też można znaleźć nocleg), ale zapach naszej sypialni pozostawia wiele do życzenia, łazienka też nie prezentuje zbyt wysokiego standardu... Okna wychodzą na jedną z ulic, więc pobudkę mamy z samego rana jak tylko miasto budzi sie do życia. A azjatycka ulica to przede wszystkim klaksony, klaksony i jeszcze raz klaksony - spać się nie da:) Nie przyjechaliśmy tu jednak na wczasy, więc nie narzekamy, bo przed nami miesiąc w górach, gdzie warunki życia będą zdecydowanie bardziej spartańskie.

Szczerze mówiąc jesteśmy już nawet trochę zmęczeni miastem i z radością myślimy o udaniu się w góry. Chodząc po ulicach Kathmandu trudno się opędzić od ulicznych sprzedawców wszystkiego (maść tygrysia, drewniane skrzypki, koraliki na szyje i tysiąc innych niekoniecznie potrzebnych do życia rzeczy). Rikszarze też stale namawiają do skorzystania z ich usług, choć Kathamndu nie jest dużym miastem i większość spraw załatwiamy "na nogach". Najważniejsze jest jednak zachowanie zimnej krwi maszerując ulicą, ponieważ ulica jest dla samochodów, motorów, rikszarzy i pieszych - tłok więc panuje ogromny, wszyscy trąbią, ktoś krzyczy, nietrudno wpaść pod koła:)

Image

Teraz jednak przed nami pakowanie worów wyprawowych (będą ciężkie, bo dokupiliśmy jeszcze gaz, szable śnieżne i pozostały konieczny w górach sprzęt), rano kurs na lotnisko, wspomniany juz przelot do Lukli i start karawany. Jesteśmy mocno podekscytowani, bo za chwile zaczyna się właściwy etap wyprawy, a dopiero po przylocie w góry okaże się jaka tam panuje pogoda. A pogoda będzie kluczowa dla całego przedsięwzięcia pod nazwą GBS Bank Himalaya Expedition. Trzymajcie kciuki, żeby się wszystko układało, bo mimo tych trzech udanych dni w Kathamndu zdarzył sie nam jednak jeden niemiły wypadek, mianowicie Jarkowi został skradziony telefon... Nie zawsze może być jednak z górki:)

Image Pozdrawiamy serdecznie
GBS Bank Himalaya Expedition
Grzegorz i Jarek
 

Dodaj komentarz


Wpisy wulgarne, zawierające błędy ortograficzne, kłótnie, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane DUŻYMI LITERAMI), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Nie odpowiadamy na anonimowe komentarze. Prosimy zaloguj się lub zarejestruj. Rejestracja jest jednoznaczna z akceptacją regulaminu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - napisz do nas . lub użyj przycisku "Zgłoś administratorowi". Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Redakcja nie odpowiada za treść komentarzy.