niedziela 4 grudnia 2022r.   imieniny: Barbara, Biernat, Piotr

Reklama

MICHALSKI APARTMENTS

A A A
0 1 1 1 1 1
Image
Sieć to ostra jazda!
Osobiście chamom zawdzięczam wiele. Nie tylko dlatego, że nauczyli mnie, że internet to "ostra jazda". Dzięki nim, dzięki temu sieciowemu "waleniu prosto w oczy" i ja mogę sobie w sieci na więcej pozwolić. "Uniwersytet Jagielloński w Krakowie jest chory na śmiertelnego RAKA żydowskiego i jest toczony już jak trup przez wojownicze robale żydowskie, wśród których jest ANTY-polski żyd "profesor" Jan Hartman - wnuk rabina talmudycznego".

To fragment wpisu "Studenta UJ" pod jednym z paszkwili, jakie znalazłem na swój temat w sieci. Czy mam się gniewać? Żądać usunięcia wpisu? Pewnie i tak nic by to nie dało. Poza tym nie wiem, co się za tym wpisem kryje. Może osoba chora psychicznie? A może ktoś sobie tylko tak żartuje dla draki? Każdy chamski albo nikczemny wpis na forum internetowym ma swego autora, który na co dzień może być nawet miły i rozsądny, ale za klawiaturą komputera go ponosi. Jacek Żakowski w swoim artykule "Chamstwo hula w internecie" ("Gazeta Wyborcza" 10.08.2009) podchodzi do tej sprawy ze śmiertelną powagą, na którą ona, jak uważam, nie zasługuje. Jego adwersarze, Michał Olszewski i Paweł Wujec, w artykule "Cenzura nie łagodzi obyczajów w internecie" ("Gazeta Wyborcza" 10.08.2009) sprowadzają kwestię do właściwych rozmiarów. Piszą, że chamstwo jest w sieci marginesem, tak jak w życiu, że internet sam się z niego dość skutecznie oczyszcza, że pełna cenzura jest niewykonalna i niezgodna z podstawową ideą, którą jest nieskrępowana swoboda wypowiedzi w internecie. Zgadzam się z nimi i jestem wdzięczny za garść fachowych informacji, które podali w swoim tekście.

A jednak nawoływania do poddania sieci kontroli nie ustają. W utrzymanym w tonie lamentacji artykule Violetty Ozimkowski "Wirtualny lincz" (Newsweek Polska, 12.08.2009) zacytowano prof. Zbigniewa Mikołejkę, który wzywa do karania moderatorów za przepuszczanie chamskich wpisów na forach! A przecież na tym właśnie polega zabawa, cały ten cudowny wynalazek sieci - że każdy wpuszcza tam, co tylko chce, i nikt mu nic nie może zrobić. W ten sposób sieć staje się lustrem społeczeństwa i wielkim tyglem, w którym przestrzenie prywatne milionów ludzi zlewają się w jedno z oficjalną przestrzenią publiczną. Ceną za tę uniwersalizację komunikacji międzyludzkiej, za przełamanie granicy między wypowiedzią prywatną i publiczną jest między innymi łatwość upowszechniania wyzwisk i pomówień, które są powszechne w rozmowach prywatnych, a za to są czymś niedopuszczalnym w wypowiedzi publicznej. W sieci nie stanowią one jednak wielkiego zagrożenia, przynajmniej dla kogoś, kto widzi rzecz całą we właściwych proporcjach. Dotyczy to zwłaszcza wypowiedzi anonimowych, których żaden rozsądny człowiek nie traktuje serio. Każdy polityk albo publicysta, w tym prof. Mikołejko, wie, że w tę pracę wkalkulowane są obelżywe lub uciążliwe maile, nikczemne wpisy na forach, a nawet niechciane telefony. Po roku, dwóch można i trzeba się przyzwyczaić. Co więcej, cały ten szlam pomaga nieraz w budowaniu osobistego wizerunku sieciowego, a czasami nawet ułatwia dostrojenie własnego stylu działalności publicznej do tej publiczności, która okazuje nam zainteresowanie. Cóż by zrobiła taka na przykład Magda Hartman (zbieżność nazwisk przypadkowa!), wybitna publicystka sieciowa, bez chmary pobrzękujących wokół niej błaznów-wyzywaczy? Są oni częścią jej wizerunku, przydając jej nazwisku dodatkowego prestiżu. Nie sądzę, by się na nich specjalnie gniewała.

REKLAMA

O tym, jak nas postrzegają internauci, nie decyduje bynajmniej jeden z drugim głupek opluwający nas na jakimś forum. Zresztą tacy zamieszczają swoje wpisy najczęściej "u siebie", czyli na forach niszowych, albo też na wielkich portalach, gdzie giną w tłumie. Nasz wizerunek jest wypadkową wszystkich materiałów na nasz temat. Jeśli pochwały mieszają się tam z wyzwiskami, to wiadomo, że postać jest ciekawa, kontrowersyjna, interesująca. Publicyście, sportowcowi czy politykowi tylko w to graj! Powinien się cieszyć.

Osobiście chamom zawdzięczam wiele. Nie tylko dlatego, że nauczyli mnie, że internet to "ostra jazda". Dzięki nim, dzięki temu sieciowemu "waleniu prosto w oczy" i ja mogę sobie w sieci na więcej pozwolić. Przaśna obyczajowość internetu pozwala także mnie jako autorowi mówić bardziej "otwartym tekstem", a tym samym pisać rzeczy niemające szans na publikację w tradycyjnej prasie. Ale to nie wszystko. Chamy i ludzie złośliwi wyszukują w tym, co robimy i piszemy, ukrytych słabości i fałszywych intencji. I raz na dziesięć razy rzeczywiście coś wykryją. Po części właśnie dzięki chamskim wpisom dowiedziałem się, jak ludzie rozumieją mój tekst bądź go nie rozumieją, w jaki sposób go czytają i o co mnie podejrzewają. Od kiedy publikuję w sieci, wyrażam się jaśniej, odważniej i jak ognia wystrzegam się krętactwa i fałszywych nut, bo wiem już, że czytelnicy świetnie je wyczuwają.

Wyzwiska w ogóle nie są problemem. Problemem są pomówienia, insynuacje i kłamstwa. I to raczej nie te anonimowe, najczęściej w sieci spotykane, lecz te "uwiarygodnione" podpisem autora. Nie powinniśmy poświęcać wolności sieci dla pozbycia się kilku chamów, warto wszakże zastanowić się, jak można by obronić się przez skutkami zniesławienia w sieci. Mam nawet pomysł. Sądzę, że z chamstwem w internecie można walczyć tylko w samej sieci, bo internet jest jak kosmos, na który nie można wywrzeć wpływu, operując z zewnątrz. Załóżmy więc sobie domenę pomowieni.pl, gdzie każdy, kogo dotkną kłamstwa i pomówienia w sieci, będzie mógł zamieścić sprostowanie. Osobiście chętnie bym z takiego serwisu skorzystał.

Sieć ma wszelako pewną słabość - zamieszczone tam materiały mają zwykle mniejszą wiarygodność niż słowo drukowane. Pomówienia w sieci mogą być niebezpieczne, ale o wiele groźniejsze są brutalne napaści w prasie drukowanej. A bezwstydne, podpisane imieniem i nazwiskiem paszkwilanctwo szerzy się w polskiej prasie bez żadnych przeszkód. I w tym jest właśnie problem. Ciężar gatunkowy tekstu drukowanego jest wszak znacznie większy niż wypowiedzi zamieszczonej w internecie. Tymczasem kłamstwa i obelgi uchodzą autorom bezkarnie, zaś ich ofiary są bezbronne. Sądy działają zbyt wolno, a dostęp do nich jest zbyt trudny, aby móc na co dzień walczyć o swoje dobre imię z ich pomocą. W większości przypadków zresztą obelgi i manipulacje prasowe nie stanowią naruszenia prawa (i dobrze). Kto zaś próbowałby bronić swego dobrego imienia, domagając się moralnej kary dla autorów paszkwili, na przykład w formie nagany przełożonych lub innych wyrazów dezaprobaty, spotka się niechybnie z zarzutem, iż nastaje na wolność słowa i uprawia prywatę. W moralności publicznej, a więc pospolitej, tak już bowiem jest, że ten, kto się uskarża, jest postrzegany jako awanturnik i donosiciel albo słabeusz, który naprasza się o publiczne uznanie jego racji, wciągając w to osoby trzecie. Zrobiłem kiedyś "eksperyment socjologiczny" tego rodzaju, przy okazji jakiegoś paszkwilu, którego byłem jednym z bohaterów, i wiem, co mówię. Obelga i szyderstwo stoi w naszym społeczeństwie nad wyraz nisko w hierarchii grzechów.

Dlatego bezczelny pismak tylko śmieje się w nos swojej ofierze. Czesław Miłosz, opluskwiany bezlitośnie za życia i po śmierci, obiecywał, że "spisane będą czyny i rozmowy". Otóż nie te czasy! Dziś słowo niewiele znaczy. Zbyt dużo jest słów. I choć niemal wszystkie są spisane, czyli zamieszczone w sieci, nic z tego nie wynika. Odpowiedzialność za słowo nie jest cnotą żyjących dziś pokoleń, a konsekwencje słów niegodziwych niezbyt mocno dotykają mówiących i pomawianych. Gadaj zdrów!

Jan Hartman, profesor filozofii z Uniwersytetu Jagiellońskiego

Źródło: wyborcza.pl

Dodaj komentarz


Wpisy wulgarne, zawierające błędy ortograficzne, hejt, kłótnie, obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane DUŻYMI LITERAMI), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Nie odpowiadamy na anonimowe komentarze. Zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj? Napisz do nas redakcja@barlinek24.pl lub użyj przycisku "Zgłoś administratorowi". Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Redakcja nie odpowiada za treść komentarzy. Prosimy nie podpisywać anonimowych komentarzy z imienia i nazwiska.

Twój komentarz nie został opublikowany? Skorzystaj z fb i komentuj pod postem na naszym profilu B24.