pldaenfrdeuk


 wtorek 12 listopada 2019r.   imieniny: Jonasz, Krystyn, Witolda

Reklama

A A A
Barlinek
Solle Incantatore
Słońce, morze, dzikie plaże i bezmiar skał będących w stanie usatysfakcjonować najbardziej wybrednego amatora wspinaczki. Od nadmorskich klifów, po kilkusetmetrowe ściany oczekujące na swoich zdobywców. Czy istnieje taki raj? Otóż tak.

fotorelacja

 

W listopadzie udało nam się zorganizować, wspólnie z przyjaciółmi z gorzowskiej Gawry, obóz wspinaczkowy na drugiej, co do wielkości wyspie basenu Morza Śródziemnego, Sardynii. Po dwóch godzinach od wylotu z Berlina w okienku samolotu pojawiła się „nasza” wysepka. Na miejscu wynajęliśmy dwa samochody, ponieważ miejsca, do których zamierzaliśmy dotrzeć wymagały niezależnego środka transportu. Troszkę ponad tygodniowy pobyt nie dał nam możliwości odwiedzenia wszystkich rejonów wspinaczkowych, wiec zmuszeni byliśmy ograniczyć eksplorację do tych, które uznaliśmy za najbardziej atrakcyjne.

Cala Gonone - pierwsze zetknięcie z sardyńską skałą, jeden z nielicznych rejonów w północnej części wyspy. Drogi wspinaczkowe startują z uroczej plaży i prowadzą po wapiennych klifach położonych po jej obu stronach. Wapień ma tu często ładny pomarańczowy kolor. Ten rodzaj skały wymaga nieco innych technik, niż wspinanie w granicie, który jest nam jednak bardziej bliski. Mnogość wapiennych form naciekowych przyjemnie uatrakcyjnia wspinanie.  Mimo, że jest połowa listopada, bez problemu spędzamy na tej plaży noc pod gołym niebem, kołysani do snu szumem ciągle ciepłego po upalnym lecie morza.

Image
Okolice Cala Gonone

Następnie kierujemy się na południe Sardynii, gdzie koncentrują się główne rejony wspinaczkowe. Decydujemy się na Domusnovas, rejon położony w głębi wyspy, mający bardziej górski charakter i obejmujący kilka zacisznych dolinek. Osobliwością wartą zobaczenia jest tam grota San Giovanni. Niemal kilometrowy naturalny korytarz, wewnątrz obfitujący w stalaktyty, stalagmity i wiele przeróżnych form naciekowych. Łączy on dwie sąsiadujące doliny.

A w dolinkach było, coś jakby nieziemskiego. Egzotycznie pomarańczowe ściany wyrastały z zielonej macchi (niska krzaczasta roślinność porastająca góry Sardynii) i strzelały ku błękitnemu niebu, iście bajkowa sceneria. Towarzyszyła temu błoga cisza przerywana nie nachalnym śpiewem zamieszkujących to magiczne miejsce ptaków. Pozwala to nam na osiągniecie niespotykanej koncentracji, harmonia tej doliny zawłaszcza naszą percepcję.. Zaowocowało to poprowadzeniem kilku naprawdę mocnych wspinaczek.

Image
Wojtek podczas zjazdu w Domusnovas

Z Domusnovas jedziemy jeszcze bardziej na południe, do rejonu o nazwie Masua. Słynie on z niesamowitej skalnej „katedry” wyrastającej z morza na ponad sto metrów, niczym wierzchołek wielkiego podwodnego królestwa. Problemy związane z wynajęciem łodzi zniechęcają nas do podjęcia próby wspinania się na tym imponującym monolicie. Ale niewątpliwie warto było to zobaczyć.

Image
Wierzchołek podwodnego królestwa

Ukoronowaniem naszego pobytu na tej wyspie ma być wspięcie się na Aguglia di Goloritze, wznoszącej się tuż przy morzu niemal 150 metrową skalną igłę. Jest ona swego rodzaju symbolem wspinaczkowej Sardynii. Aby tam dotrzeć czeka nas kilkugodzinna wycieczka przez góry. Po przebyciu trochę półpustynnej okolicy zmuszeni jesteśmy przedzierać się przez skłębione zarośla macchi. Mijamy małe, skalne groty, w których jeszcze trzydzieści lat temu, w zupełnym odosobnieniu żyły małe grupy pasterzy. Do dziś większa część wyspy jest rzadko odwiedzana przez turystów, ciągle zachowując swój pierwotny charakter. Ma na to wpływ ukształtowanie terenu, ponieważ góry skutecznie ograniczają dostęp do sporej części wybrzeża. Panuje tam dzika i nieskazitelna przyroda, o jaką trudno dziś w innych zakątkach Europy.

REKLAMA

Gdy docieramy na miejsce, nasze zmysły zostają niemal porażone ogromem piękna, które wyłoniło się przed nami. Dopełnieniem strzelającej wysoko w niebo skalnej igły jest położona u jej podstawy bezludna plaża. Niczym niezakłócone piękno zapiera dech, a otaczająca ją woda ma kolor… nie do opisania. Ale my mamy do wykonania zadanie. I to nie łatwe. Próbę zdobycia Goloritzy podejmuje dwuosobowy zespół w składzie: Wojtek Szulc i piszący te słowa. Jako drogę wspinania wybieramy Sole Incantatore o trudnościach 6c. Proszę mi wierzyć, że to nie mało. Po kilku godzinach trudnego, technicznego wspinania i pokonaniu czterech wyciągów liny obaj przypinamy się do ringu zjazdowego na szczycie. Miejsca mamy zaledwie dla wspinaczkowego duetu. Czujemy zmęczenie, ale i ogromną satysfakcję, bo Sole Incantatore „puściła”. Około 150 metrów pod nami czeka nasza „rajska plaża”.

Image
...pod nami czekała nasza "rajska plaża"

Nim opuścimy tą piękną wyspę jedziemy jaszcze na jej północny kraniec. Specjalnie po to, by zobaczyć kolejną krainę z baśni. Capo Testa to miejsce, gdzie wiatr i woda stworzyły intrygującą, surrealistyczną skalną scenografię. Można doszukać się tam zaklętych w kamieniu twarzy, głowy psa i wszystkiego, co podsunie pobudzona wyobraźnia. Tafonii, taką nazwę noszą poddane temu rodzajowi erozji skały, są znakiem rozpoznawczym dwóch śródziemnomorskich wysp: Sardynii i Korsyki.

Image 
Przedziwne formacje skalne na Capo Testa

Stojąc na Capo Testa spoglądamy na oddalony o 14 km południowy cypel Korsyki, cel naszej kolejnej wspinaczkowej eskapady.

Jarek Skowron

Dodaj komentarz

Wpisy wulgarne, zawierające kłótnie (tzw. trolling), obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane DUŻYMI LITERAMI), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Nie odpowiadamy na anonimowe komentarze. Nie publikujemy komentarzy z błędami ortograficznymi. Prosimy zaloguj się lub zarejestruj. Rejestracja jest jednoznaczna z akceptacją regulaminu.

Kod antyspamowy
Odśwież