pldaenfrdeuk

 niedziela 16 czerwca 2019r.   imieniny: Alina, Aneta, Jan, Justyna

Reklama

A A A
barlinek

Po śmierci Juliusza Nathana Messowa w 1880 roku zakład już samodzielnie prowadził urodzony 19 marca 1896 roku w Berlinchen Kurt Jacob Neustein. Był on najstarszym i jedynym żyjącym synem Moritza Neusteina, który miał z Perlą siedmioro dzieci: Ernsta, który zmarł na infekcję w wieku dziecięcym, Elsę (1883), Rosę (1884), Kaete (1888), Lotte (1890), Kurta (1896) i najmłodszą Alice (1902).

 

 

Żoną Kurta była Susi Wolf urodzona 8 listopada 1901 roku. Był on jej drugim mężem. Z pierwszym - Walterem Goldsteinem, z którym miała córeczkę Marianne urodzoną w 1922 roku, rozeszła się. Kurta poślubiła 4 grudnia 1930 roku. Związek ten był dla niego okazją do modernizacji znajdującego się na terenie fabryki domu rodzinnego, w którym urodzili się i wychowywali dwaj ich synowie Michael i Stefan Andreas. Budynek ten istnieje do dzisiaj, a w jego wnętrzach stoi pianino i kredens pamiętający jeszcze starych właścicieli. Na ścianie wisi odmierzający czas zegar, którego nakręcała Susi.

 

Prowadząc samodzielnie tartak i fabrykę krzeseł, Kurt przyczynił się do jej rozkwitu. Produkty stolarskie zakładu spełniały potrzeby klientów i bez problemu znajdowały nabywców. Fabryka krzeseł dająca zatrudnienie ponad dwustu pracownikom, zaczęła się nawet specjalizować w produkcji krzeseł kinowych.

 

barlinek

 

Czas prosperity zaburzyła jednak polityka narodowych socjalistów, która rozpoczęła wprowadzanie wielu dyskryminujących przepisów oraz inicjowała bojkotowanie żydowskich producentów. Poczynając od 1933 roku spadała produkcja, a zamiast zysków pojawiły się straty. Z powodu bojkotu spadła wartość świadczonych przez zakład usług. Sprzedaż w 1938 roku była trzykrotnie niższa niż w 1936 roku. Zmniejszyła się też liczba pracowników: pod koniec 1938 roku firma zatrudniał 179 osób (w tej liczbie było 19 praktykantów)./1/

Polityka władz inicjująca i wspierająca ataki na Żydów wpływała na pogorszenie relacji międzyludzkich. O wrogim nastawieniu mieszkańców Barlinka do nielicznie zamieszkującej to miasto grupie Żydów pisała w swoich wspomnieniach córka Susi z pierwszego małżeństwa – Marianne./2/

 

barlinek

 

W jej pamięci (miała wówczas kilkanaście lat) utkwiły treści napisów przy wlocie do miasta: „Nie zapraszamy do nas Żydów” i „Żydzi nie są tu mile widziani”. Zapamiętała także przedstawiane w różnych miejscach miasta gabloty, z których straszyły obsceniczne antysemickie karykatury wycięte z tygodnika „Der Stürmer”. Przedstawiano tam oszpecone postaci Żydów z wyostrzonymi rysami twarzy i zniekształconymi ciałami.

Agresywna kampania antysemicka przenosiła się nawet do szkół, gdzie dzieci żydowskie były poniżane, ośmieszane i izolowane od reszty klasy. Z tego względu Michael – syn Susi i Kurta, który w klasie byłby jedynym Żydem, nie pobierał edukacji w szkole. Rodzice, nie chcąc narażać syna na szykany rówieśników, zatrudnili guwernantkę, która uczyła go w domu. Marianne także nie chciała uczyć się w szkole w Barlinku i wybrała szkołę żydowską w Berlinie, zamieszkując w tym czasie u dziadków ze strony mamy. Pobyt w berlińskiej szkole w odróżnieniu od szkoły w Barlinku wspomina bardzo dobrze, nie odczuwała bowiem wrogich zachowań. Atmosfera dużego miasta sprawiała także, że czuła się bardziej swobodniej niż w małym Barlinku, gdzie każdy każdego znał i trudno było o anonimowość.

Kierowanie dużym zakładem przemysłowym przez żydowskiego przedsiębiorcę, w czasach, gdy u władzy była partia NSDAP, nie było łatwe. Antysemicka ideologia prowadząca do bojkotu żydowskich produktów, utrudniała sprzedaż produkowanych wyrobów. Biurokratyczne molestowanie żydowskich właścicieli i utrudnianie im sprzedaży zmuszało do zaprzestania działalności gospodarczej i sprzedaży swojego majątku znacznie poniżej wartości.

W rezultacie różnorakich szykan dotykających Żydów do 1938 roku aż 40% ludności tej grupy została wydalona lub wyemigrowała z Rzeszy. Marianne wspomina jak była świadkiem, kiedy to do jej babci przychodziły przyjaciółki i czytały listy od dzieci, które już uciekły do Ameryki, Palestyny, Anglii, Południowej Ameryki.

 

REKLAMA

 

Na wyjazd mogli pozwolić sobie bogatsi, chociaż nawet i im Niemcy odmawiali pozwolenia na zabranie pieniędzy potrzebnych do przeżycia na emigracji. Co mieli zrobić najbogatsi, posiadający znaczny trwały majątek, którego nie mogli przecież wziąć ze sobą? Kurt Neustein zdawał sobie na pewno sprawę, że ustawy nazistowskie nakazujące wyłączność aryjską, prowadzą do rabunku mienia żydowskiego. Trudno było mu się jednak pogodzić, że jego pozycja i wypracowany w pocie czoła majątek zostanie bezkarnie przejęty przez aryjską część społeczeństwa. Siła, jaka łączyła go z domem rodzinnym i zakładem, nie pozwalała mu na ucieczkę.

Po listopadowej nocy kryształowej w 1938 roku, kiedy to miasta niemieckie zostały zasypane odłamkami szkła ze zniszczonych żydowskich mieszkań i sklepów, kiedy zapłonęły synagogi, a władze państwowe nie tylko przyzwoliły na użycie siły wobec Żydów, ale także nadały tej agresji zorganizowany charakter, Kurt Neustein zdał sobie sprawę, że w takich warunkach nie było możliwym prowadzenie firmy, a pozostanie w Niemczech wiąże się z niebezpieczeństwem dla rodziny.

Mimo przywiązania do firmy, którą z takim oddaniem rozwijał i domu rodzinnego - miejsca najpiękniejszych chwil jego życia, zdecydował się opuścić rodzinne gniazdo i wyjechać z Niemiec.

Wyjazd został nawet przyśpieszony, kiedy Kurt dostał informację od życzliwych mu osób o mającej nastąpić niebawem obławie na wszystkich mieszkających w Barlinku Żydów.

Opuszczenie miasteczka musiało odbyć się bez rozgłosu. O wyjeździe wiedzieli jedynie nieliczni. Kurt udał się w handlową podróż do Berlina i zabrał ze sobą całą rodzinę. Na miejscu dołączyła do nich przebywająca tam Marianne. Susi z mężem i trójką dzieci znaleźli schronienie u znajomej Niemki, u której ukrywało się w małym mieszkaniu oprócz nich jeszcze ośmiu innych Żydów.

Berlin w tym czasie wyglądał strasznie. Widać było spalone synagogi, pobite okna żydowskich sklepów, obraźliwe napisy na żydowskich domach. Czerwone napisy: „Śmierć Żydom” i maszerujące kolumny ubrane w brunatne koszule potęgowały nastrój grozy.

Pierwszym wyjeżdżającym do wolnego świata był Kurt, który posiadał ważną biznesową angielska wizę. Mimo jej posiadania taki sposób opuszczenie Niemiec nie był całkowicie bezpieczny z powodu zamieszczonej w paszporcie literze „J” (Jude). Zajmując miejsce w przedziale wagonu kolejowego Kurt był pełen obaw, poza tym czuł się bardzo źle zostawiając rodzinę w Berlinie. Atmosferę przygnębienia potęgował widok żydowskich dzieci wypełniających przedziały, wysyłanych przez swoich rodziców w bezpieczne miejsce.

Tydzień później w drogę w kierunku Anglii udali się pozostali członkowie rodziny: Susi z trójką dzieci. Mieli z sobą skromny bagaż. Zapakowali tylko trochę ubrań, maszynę do pisania, a także akordeon Marianne. Z uwagi na zakaz przewozu oraz możliwość rewizji nie brali ze sobą pieniędzy. Michael i Andy (tak nazywano w rodzinie Stefana Andreasa) mieli na sobie niebieskie kurtki przeciwdeszczowe i szare flanelowe spodnie. Matka z dziećmi zajęła miejsce w wagonie pierwszej klasy pociągu jadącego w kierunku Holandii.

Podróż nie była spokojna, dopóki byli w Niemczech. Pociąg wolno mknął po szynach, by w końcu zatrzymać się na dłużej na granicznej stacji w mieście uzdrowiskowym Bad Bentheim w Dolnej Saksonii.

Tu do przedziału weszło dwóch żandarmów i rozkazało rodzinie Neinsteinów opuścić pociąg. Rozdzielono matkę od dzieci, które zostały na zimnym peronie. Susi musiała udać się do biura. Trwało to bardzo długo. W tym czasie ośmioletni Michael zaczął płakać i kopać w drzwi, za którymi była mama, a najmłodszy Andy drżąc z zimna przyglądał się temu, bojąc się odezwać. Po bardzo długim czasie dzieci zobaczyły ją bladą i wyraźnie wstrząśniętą. Oświadczyła im, że muszą noc spędzić w hotelu.

Cóż było robić? Rodzina wzięła bagaż i udała się do ponurego pokoju, w którym przespała się w jednym łóżku. Z rana Susi poszła sama do biura żandarmerii na stacji kolejowej, najstarszej Marianne zostawiła tylko zapisany na kartce numer telefonu, pod który córka miała dzwonić, gdyby nie wróciła.

Po wielu godzinach nerwowego oczekiwania dzieci jednak ją zobaczyły. Neusteinowie dostali pozwolenie kontynuacji podróży. Wrócili na dworzec i zajęli miejsce w przedziale trzeciej klasy. Na odjazd przyszło im czekać w nerwowej atmosferze jeszcze bardzo długo. Jak wspomina później Marianne, gdy czekali, usłyszała słowa matki, że jak tylko pociąg ruszy i przekroczy granicę, to już niczego od życia nie będzie oczekiwała. Przysiędze tej wypowiedzianej w tak dramatycznej chwili, jak twierdzi jej córka, była wierna. Ciesząc się z uratowania życia całej rodziny, nie pragnęła już niczego więcej w swoim życiu.

Pociąg w końcu ruszył i przekroczył granicę holenderską, gdzie czekał ojciec Marianne (pierwszy mąż Susi) Walter Goldstein z jego drugą żoną, którzy uciekli z Niemiec do Holandii już kilka miesięcy wcześniej. Z nimi pojechali do Amsterdamu, a stamtąd samolotem do Londynu, gdzie na lotnisku Croydon spotkali Kurta Neusteina.

Ośmioletni Michael przepłacił chorobą tę rodzinną ucieczkę. Potem nie pamiętał już nic z podróży do wolnego świata.

 

barlinek

 

Neusteinowie uciekli z Niemiec dosłownie w ostatniej chwili. Kurt Neustein przeżywszy 65 lat zmarł w Szkocji w 1961 roku. Jego żona Susi zmarła w 1990 w wieku 89 lat. Jego synowie: Michael zmarł w wieku 81 lat w 2011 roku w Stevenage, a Stefan mieszka obecnie w Szkocji (ma 86 lata). Żyje nadal także Marianne (ma 96 lata).

Mniej szczęścia miał ojciec Marianne, który został w Holandii i po wkroczeniu tam Niemców trafił z całą rodziną do obozu koncentracyjnego w Belsen, gdzie stracili życie.

Fabrykę krzeseł pod nieobecność właściciela kierował brygadzista o nazwisku Schmidt. Później przejął ją Carl Hagemann. W tym czasie nazwa firmy zmieniła się na, Fabrykę krzeseł Carla Hagemanna, później zaś na: „Neumärkiche Bau–und Holzindustrie“ (Nowomachijski Przemysł Drzewny i Budowlany).

 

barlinek

 

Andrzej Mrowiński

1/ Raport pokontrolny przedstawiony19 stycznia 1939 roku przez firmę powierniczą w Berlinie.
2/ Autobiografia przyrodniej córki Kurta Neusteina została napisana w 2014 roku – autorka zatytułowała swoje wspomnienia: „Prawdziwa historia, jaką chcę przekazać moim dzieciom”.

 

Komentarze  

+2 # Guest 2018-11-14 09:01
"Budynek ten istnieje do dzisiaj, a w jego wnętrzach stoi pianino i kredens pamiętający jeszcze starych właścicieli."


Gdzie jest ten budynek?
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
0 # Guest 2018-11-13 10:05
Dla przypomnienia Niemcy tylko dzierżawili te tereny do 1945 roku. Do ratyfikacji układu granicznego pomiędzy Polską a Niemcami doszło dopiero blisko pół wieku po zakończeniu wojny, dwa lata po upadku muru berlińskiego i rok po zjednoczeniu Niemiec, podczas posiedzenia Bundestagu 16 grudnia 1991. Decyzja niemieckiego parlamentu uprawomocniła się i weszła w życie miesiąc później – 16 stycznia 1992. Przy okazji trochę historii.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi
+30 # Guest 2018-11-12 18:01
To było bardzo ciekawe. Dzięki
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować | Zgłoś administratorowi

Dodaj komentarz

Wpisy wulgarne, zawierające kłótnie (tzw. trolling), obsceniczne czy obrażające innych komentatorów i naruszające podstawowe zasady netykiety (np. pisane DUŻYMI LITERAMI), nie będą publikowane. Zapraszamy do kulturalnej dyskusji. Nie odpowiadamy na anonimowe komentarze. Nie publikujemy komentarzy z błędami ortograficznymi. Prosimy zaloguj się lub zarejestruj. Rejestracja jest jednoznaczna z akceptacją regulaminu.

Kod antyspamowy
Odśwież